Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara Online HD
Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara
Trudno przyjąć do wiadomości, że seria o przygodach Jacka Sparrowa i piratach, których regularnie dotykają wszystkie klątwy świata, ma już prawie 15 lat. Trudno tym bardziej, że mierząca się z podobnymi problemami co "Gwiezdne wojny" franczyza dużo lepiej zdała egzamin z młodzieńczej witalności. Można rzec, że gwiezdna saga miała trudniej, gdy starała się wrócić do żywych po trzech dekadach, równocześnie próbując przemilczeć okres drugiej niechlubnej trylogii, z drugiej strony jednak – łatwiej; nikt nie oczekiwał przecież całkowitego powrotu do przeszłości. Mając tyle wolności, twórcy "Gwiezdnych wojen" poszli jednak niespodziewanie na łatwiznę i zrobili niemal fabularno-stylistycznego klona filmu z 1977 roku. Oglądając "Przebudzenie Mocy", podziwiałam sprawne rzemiosło, ale jednocześnie czułam, że to już nie moja przygoda. Inaczej jest z "Zemstą Salazara", w której wszystkie części ciała pozostały na swoich miejscach, a dusza nie ulotniła się wraz z zastrzykiem większego budżetu.
Ukłony w stronę starych fanów są głębokie jak nigdy dotąd, ale połączenie ich z nowymi wątkami bywa w "Zemście Salazara" tak zgrabne, że wciąż chce się zostać na ich okręcie, chłonąc chciwie każdy podmuch wiatru czy odór oddechu nieumarlaka. Krótka retrospekcja, ukazująca młodego Sparrowa, nawet poddana porządnej obróbce CGI zdradza, że Johnny Depp wciąż bezbłędnie kontroluje swoją postać, udając tylko, że dawno odpiął aktorskie wrotki. Z opowieści Salazara wyłania się portret młodego adepta sztuki żeglarskiej – na co dzień pogardzanego i ekscentrycznego dziwaka, który w chwilach kryzysu zdradza marynarski i strategiczny geniusz. Reżyseria Joachima Rønninga i Espena Sandberga daje mu z resztą sporo pola do popisu – w ramach fizyki rzeczy niemożliwych, morskie pirackie regaty sprawiają wrażenie bardziej wiarygodnych niż kiedykolwiek przedtem, w całej serii. Dużo mniej tu umownych manewrów i abordaży, mimo postępującego się morza i dryfowania na dnie oceanu. Jednak wszelkie wysiłki twórców wyswatania "starego" z "nowym" w żadnym wypadku nie zasługują na pogardliwe miano zwykłego "fan serwisu"; wszystko ma tu fabularne uzasadnienie, a gościnne występy starej gwardii mogą, przynajmniej dwukrotnie, wywołać łzy wzruszenia. Inaczej niż w "Nowej Nadziei Redux" twórcy "Zemsty Salazara" nie polegają na amnezji kinofilów – reaktywują podobne poczucie humoru, dynamikę morskiej przygody i pokrętną logikę pirackich sojuszy, jednocześnie doskonale zdając sobie sprawę z tego, że nie da się drugi raz zrobić pierwszego wrażenia.
Komentarze
Prześlij komentarz